Cały stadion wiwatuje i skanduje Twoje imię. Jakie to wspaniałe uczucie, gdy Twoja drużyna właśnie zwyciężyła, a Twój strzał przypieczętował ten niezapomniany mecz!
Przeczytane/polecane
Anna i Krzysztof Kobusowie zabierają czytelnika w fascynującą podróż po Namibii. Jest to kraj niezwykły, surowy i zachwycający jednocześnie. Namibia jest prawie trzykrotnie większa od Polski, a zamieszkuje ją zaledwie około 2,5 miliona ludzi. Ogromną część tego państwa zajmują pustynie i rozległe tereny niemal nietknięte przez człowieka, gdzie niepodzielnie rządzi natura.
Książka „Namibia. Przez pustynię i busz” koncentruje się przede wszystkim na przyrodzie. Autorzy z pasją opowiadają o krajobrazach, zwierzętach i roślinach, które można spotkać na tym niezwykłym obszarze Afryki. Rozdziały są krótkie i przystępne, dzięki czemu książkę czyta się lekko, a jednocześnie można zatrzymać się przy każdym opisywanym miejscu i w pełni docenić jego wyjątkowość.
Ogromnym atutem publikacji są przepiękne fotografie. Większość z nich wykonała Anna Kobus - fotografka i podróżniczka - dlatego książkę można oglądać niemal jak album przyrodniczy. Zdjęcia doskonale oddają kolory pustyni, przestrzeń afrykańskich krajobrazów oraz niezwykłe bogactwo świata zwierząt.
Bardzo ciekawym rozwiązaniem są również kody QR znajdujące się na końcu każdego rozdziału. Po ich zeskanowaniu czytelnik zostaje przekierowany do krótkich materiałów filmowych w internecie, dzięki którym może zobaczyć miejsca opisane w książce i jeszcze pełniej poczuć atmosferę podróży.
Na końcu publikacji znajduje się praktyczny dodatek w postaci małego atlasu zwierząt i roślin Namibii. Czytelnik poznaje między innymi słynną „afrykańską wielką piątkę” (lamparta, lwa, słonia, bawoła i nosorożca), ale także inne interesujące zestawienia, takie jak mała piątka, brzydka piątka, nieśmiała piątka czy zabójcza piątka. Atlas zawiera liczne fotografie ptaków, ssaków oraz roślin charakterystycznych dla tego regionu.
Książkę uzupełnia także krótki zarys historii Namibii oraz zestaw praktycznych wskazówek dla podróżników. Autorzy podpowiadają między innymi, jak zachowywać się podczas spotkań z dzikimi zwierzętami, jak fotografować przyrodę, kiedy najlepiej zaplanować podróż i co warto ze sobą zabrać. Znajdziemy tu również listę miejsc szczególnie wartych odwiedzenia oraz przydatne strony internetowe dla osób planujących własną wyprawę.
„Namibia. Przez pustynię i busz” pozwala choć na chwilę przenieść się do świata afrykańskich pustyń, dzikiej przyrody i ogromnych przestrzeni. To jednocześnie inspiracja dla podróżników i piękne zaproszenie do poznawania jednego z najbardziej niezwykłych krajów Afryki.
Czytelnik dowie się, jak wygląda podróż z Egiptu do Sudanu, zarówno drogą lądową, jak i wodną. Odwiedzi pustynię, pozna realia życia w surowym klimacie i odkryje paradoks wody - terenów sprawiających wrażenie całkowicie jałowych, pod którymi na wielkich głębokościach kryją się ogromne zasoby czystej wody. Pojawiają się pytania o to, do kogo należy ten skarb i jakie są możliwości jego wydobycia - a więc kwestie nie tylko przyrodnicze, ale także polityczne i ekonomiczne.
Autorzy pokazują również współczesne wydobycie złota, opisują lokalne obrzędy ślubne i pogrzebowe, a także nie unikają tematów trudnych. Szczególnie poruszający jest fragment poświęcony obrzezaniu kobiet w Sudanie. Temat bolesny i wymagający wrażliwości. Dobrze, że autorzy nie przemilczają tego zjawiska, a jednocześnie pokazują, że podejmowane są działania zmierzające do jego ograniczenia i, miejmy nadzieję, całkowitego zaniku w przyszłości.
W książce znajdziemy także opisy targu wielbłądów czy codziennego życia mieszkańców regionu, co pozwala zobaczyć Nubijczyków nie tylko przez pryzmat historii, lecz jako ludzi żyjących tu i teraz.
Wielkim atutem tej pozycji jest jej rzeczowy charakter. Autorzy przekazują czytelnikowi dużą dawkę informacji – zarówno historycznych, jak i współczesnych, nie skupiając się nadmiernie na sobie ani na własnych emocjach. Nie narzucają interpretacji, lecz przedstawiają fakty, pozostawiając odbiorcy przestrzeń do samodzielnych refleksji. To sprawia, że książka ma charakter bardziej reportażowo-poznawczy niż osobisty dziennik z podróży.
Publikacja nie zawiera wielu fotografii, jednak te, które zostały zamieszczone, dopełniają tekst i pozwalają dostrzec surowe, a zarazem hipnotyzujące piękno pustynnej Afryki.
„Nubia. Wrota Afryki” to książka dla czytelników ciekawych świata, którzy chcą wyjść poza utarte szlaki i spojrzeć na Afrykę z innej perspektywy, nie przez pryzmat stereotypów, lecz faktów, historii i codzienności jej mieszkańców.
„Twarze Afryki” Jerzego Machury to niewielki reportaż, który stara się uchwycić ducha Czarnego Lądu w krótkich, kadrowych opowieściach. Autor, z wykształcenia prawnik i dziennikarz, a z zamiłowania podróżnik, próbuje w krótki i zwięzły sposób opisać kontynent pełen kontrastów: bogactwo natury zestawione z biedą ludzi, panoramę pustynnych krajobrazów obok zieleni sawanny, egzotyczną atmosferę obok codziennego życia mieszkańców, pełnego tradycji i rytuałów.
„Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbaumera to książka, która nie pozwala czytelnikowi zachować bezpiecznego dystansu. To reportaż drogi, ale także reportaż sumienia, opowieść o migracji widzianej nie z perspektywy europejskich debat politycznych, lecz z poziomu ludzkiego doświadczenia.
Z czystym sumieniem polecam cudowną serię kryminałów o komisarzu Krzysztofie Oczko. Na ten moment cykl liczy już 29 tomów, co może wydawać się liczbą przytłaczającą. W praktyce jednak zupełnie tak nie jest. Historie są stosunkowo krótkie, zwarte i bardzo dynamiczne, dzięki czemu książki czyta się szybko i z dużą przyjemnością.
Agatha Christie jest znana czytelnikom przede wszystkim jako królowa klasycznych powieści detektywistycznych. Przez lata wiernie trzymała się zasad, które obowiązywały członków słynnego Detective Club - elitarnego grona pisarzy tworzących klasyczne „czyste” kryminały. Reguły były jasne: żadnych zjawisk nadprzyrodzonych; żadnych duchów ani mistycyzmu; żadnych przypadkowych morderców znikąd. Zagadka musiała być uczciwa: cała prawda ukryta jest w poszlakach, a czytelnik, jeśli tylko uważnie śledzi akcję, ma szansę rozwiązać ją razem z detektywem. Dla tych autorów powieść kryminalna była niczym matematyczna łamigłówka: precyzyjna, logiczna, skonstruowana tak, by prowadzić czytelnika krok po kroku do rozwiązania.
Motyw podróży w czasie pojawiał się w literaturze niezliczoną ilość razy, ale wciąż ma w sobie coś, co potrafi nas zahipnotyzować. Remigiusz Mróz udowadnia, że nawet temat dobrze znany można przedstawić świeżo, intrygująco i w sposób, który każe na moment zatrzymać się nad własną rzeczywistością.
Wyobraź sobie, że odzyskujesz świadomość i… niby jesteś tam, gdzie ją straciłeś, ale miejsce nie wygląda tak samo. Ludzie inaczej ubrani, inne przedmioty, inna atmosfera. Po krótkim czasie odkrywasz szokującą prawdę, zamiast roku 2025 jest 1931. Nie pamiętasz wszystkiego, ale wiesz jedno - jesteś z przyszłości. A w torebce masz telefon, który jakoś trzeba naładować… co w latach trzydziestych brzmi jak wyzwanie godne samego Einsteina.
„Węzeł czasu” wciąga nie tylko pomysłem. To historia, która skłania do zadawania pytań, które większość z nas choć raz miała w głowie. Co by było, gdyby Hitler zmarł przed dojściem do władzy? Czy doszłoby wtedy do II wojny światowej? A gdyby Związek Radziecki nigdy się nie rozpadł? Jak by wyglądało nasze życie, gdyby Polska wciąż była komunistyczna? W powieści pojawia się również sporo moralnych dylematów. Gdybyśmy mieli możliwość przenieść się do przeszłości, to czy mamy prawo ingerować w historię? Czy nasza wiedza o przyszłości czyni nas odpowiedzialnymi za świat? A jeżeli coś zmienimy, to tym samym ratujemy ludzi czy zaburzamy porządek, którego nie rozumiemy?
Zabawa alternatywnymi wersjami historii zawsze działa na wyobraźnię, a Mróz wykorzystuje to, by pokazać, jak delikatną siecią powiązań jest nasza rzeczywistość. Jedno wydarzenie wpływa na kolejne, mały gest potrafi zmienić bieg dziejów, a przypadek czasem wcale nie jest przypadkiem. Książka zostawia też z intrygującą myślą: a może historia nie jest liniowa? Może istnieje wiele równoległych wariantów rzeczywistości, które splatają się ze sobą w nieoczekiwany sposób?
W moim odczuciu Mróz świetnie oddaje zagubienie bohaterki. Jej niepewność, jej przerażenie, ale też fascynację nowym-starym światem. W pewnym momencie zaczęłam jej naprawdę współczuć. Nie wiedziała, komu ma ufać, komu wierzyć, a komu dać się omamić. Każdy wybór wydaje się albo zagrożeniem, albo szansą. Tylko skąd wziąć pewność, co jest czym?
Nie mogę nie wspomnieć o audiobooku, bo to absolutnie osobne doświadczenie. Superprodukcja z muzyką, efektami dźwiękowymi i aktorską interpretacją sprawia, że odbiór tej historii jest absolutnie filmowy. Słuchając, miałam wrażenie, że siedzę w kinie; dźwięki otoczenia, napięcie budowane muzyką, emocje zamknięte w tonach głosu. Coś pięknego!
„Węzeł czasu” to powieść, która nie jest tylko zabawą konwencją science fiction. To historia o wyborach, odpowiedzialności, pokusie zmiany biegu zdarzeń i konsekwencjach, które zawsze, absolutnie zawsze, gdzieś na nas czekają. Polecam serdecznie, zarówno w wersji papierowej, jak i w genialnej formie audio. Jeśli lubicie historie, które pozwalają zastanowić się nad losem, czasem i alternatywnymi ścieżkami życia, to jest lektura dla Was.
Książek o toczącej się na Ukrainie wojnie powstało już naprawdę sporo. Jedne skupiają się na wydarzeniach historycznych, inne na samej linii frontu, działaniach wojennych i politycznych pertraktacjach. Są też takie, które próbują dać szerokie, wielowarstwowe spojrzenie na relacje dwóch państw - Ukrainy i Rosji. Do tej ostatniej grupy zdecydowanie należy „Wojna i kara” Michaiła Zygara.
„Pycha absolutna” nie jest klasyczną biografią, którą prowadzi się od dzieciństwa, przez młodość, aż po współczesność. To raczej historia budowania kariery, opowieść o człowieku, który pcha świat do przodu z siłą, którą można nazwać zarówno wizją, jak i obsesją.
Książka Andrzeja Stasiuka „Wschód” została wydana w 2014 roku. Utwór reprezentuje gatunek literatury podróżniczej, eseistycznej. Zawiera też cechy pamiętnika. Autor opisuje swoją podróż po Wschodniej Polsce, po Ukrainie, Rosji, Azji, Mongolii i wreszcie Syberii. Podróż odbywa się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Jest to książka o dzieciństwie, o młodości. Wspomnienia z przeszłości przeplatają się ze współczesnością. Ogólnie pojęty Wschód występuje tutaj zarówno jako temat geograficzny, kulturowy, jak i historyczny.
Powieść Stasiuka prawie nie zawiera dialogów, za to znajdziemy w niej dużo opisów niewielkich miast, natury, ludzi czy np. sklepów. Wraz z autorem pospacerujemy uliczkami, przeczytamy o jego wizytach u dziadków, o przyjaźniach, o pierwszych samodzielnych wyprawach, o kolejkach do sklepów. I wszystko to rozgrywa się w czasach panującego wtenczas jeszcze ustroju komunistycznego.
Ale nawet świat współczesnego Wschodu w książce Andrzeja Stasiuka wciąż pozostaje jakby szary, przykurzony - taki, jaki znamy z czasów minionej epoki. I w takich chwilach, znajdując się w takiej scenerii, zaprawdę trudno zaufać autorowi, że ukazuje nam współczesną rzeczywistość. Można raczej zaryzykować stwierdzenie, że Wschód Stasiuka nie jest realny, lecz ten, który pozostał w jego wspomnieniach.
Książka świetnie pokazuje jaki wpływ miała (i ma) polityka Rosji na inne państwa byłego Związku Radzieckiego, jak się zmieniły państwa azjatyckie.
Możemy zadać pytanie, dla kogo przeznaczona jest ta lektura? Ze względu na opisywane w niej okoliczności skierowana jest ona raczej do czytelników w starszym wieku, ponieważ dla nich będzie wspomnieniem z czasów młodości, powrotem, reminiscencją tego, co sami kiedyś przeżyli. Natomiast przedstawiciele młodszego pokolenia widzieliby opisywane kraje już z innej perspektywy.
Andrzej Stasiuk jawi się nam jako jeden z ostatnich pisarzy podejmujących kwestię dawnego radzieckiego Wschodu.
Przychodzę dziś z bardzo miłą, kojącą książką o miłości. Taką, która jest jak ciepły, przytulny pled. Pełną harmonii, spokoju i refleksji. Nie jest to powieść fabularna, lecz zbiór krótkich tekstów, czasem wierszy, o relacjach między kobietą a mężczyzną. Najbardziej przypadnie do gustu tym, którzy już spotkali swoją prawdziwą miłość i wiedzą, jaka ona jest. Wiedzą, że miłość to nie zawsze kolorowy sen na różowych chmurkach, że czasem to burza z piorunami i gradem. Bo miłość nie jest słodka i spektakularna jak w filmach romantycznych. Miłość tkwi w codzienności: w zaufaniu, drobnych gestach, pojedynczych słowach i przelotnych spojrzeniach.
Autorka właśnie to chce nam przekazać: że te tytułowe „1 cm” to drobiazgi, z których składa się ogrom uczucia. Krok po kroku prowadzi nas przez różne etapy miłości: od pierwszego spotkania i narodzin uczucia, przez spokój i burze, aż po rozstania i powroty. Nie powinniśmy szukać ideału, lecz nauczyć się rozpoznawać właściwego człowieka, tego, z którym razem stworzymy coś pięknego.
Bo miłość nie gwarantuje sielanki. Ale jeśli przyjdzie burza, to wcale nie oznacza końca.
W miłości doświadczamy wszystkiego - i dobrego, i trudnego. Ważne, by potrafić to uczucie pielęgnować, chronić i doceniać, w każdej chwili.
Wizualnie książka może wydawać się infantylna, pełna rysunków niczym w dziecięcej książeczce. Ale w środku kryje się prawdziwa głębia, mądrość życiowa i filozoficzne rozważania o uczuciach.
Szczerze polecam wszystkim, którzy chcą na chwilę zatrzymać się w codziennym biegu i przypomnieć sobie, że miłość mieszka właśnie w tych małych „1 cm”.
Przeczytałam wszystkie dziewięć tomów. Tak, wszystkie. I choć zaczynało się całkiem dobrze, intrygująco, z
pomysłem i mocnym wejściem, to mniej więcej od czwartego tomu miałam
wrażenie, że autor trochę za bardzo polubił swojego bohatera.
Fabuła, która początkowo zaskakiwała, z czasem zaczyna się powtarzać.
Zbrodnie są coraz bardziej efektowne, ale emocjonalnie coraz mniej
angażujące. To trochę tak, jakbyśmy wciąż oglądali ten sam film, tylko w
nowej scenerii.
Czyta się szybko, to fakt. Bednarek ma lekkie pióro, potrafi utrzymać
tempo i stworzyć napięcie. Ale po kilku tomach trudno oprzeć się
wrażeniu, że to literatura typowo rozrywkowa, nie wymagająca, nie
pozostawiająca po sobie refleksji.
Nie ma tu większej głębi psychologicznej ani emocjonalnej, raczej gra
pozorów i szukanie coraz mocniejszych efektów. Jeśli ktoś szuka czystej
adrenaliny i chce po prostu oderwać się od rzeczywistości, to książki
idealne na wieczór z herbatą (albo czymś mocniejszym). Ale jeśli oczekujecie, że literatura pokaże coś o człowieku, o winie,
karze, o cienkiej granicy między ofiarą a oprawcą, to lepiej nie
nastawiać się na cud.
Nie żałuję, że przeczytałam całą serię. Czasem warto zobaczyć, dokąd
autor nas zaprowadzi. Ale po każdym przeczytanym tomie miałam wrażenie, że ten
„diabeł” już powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. A potem
jeszcze raz. I jeszcze raz.
Dwie kuzynki, Judyta i Martyna, jadą na imprezę, z której powraca tylko jedna z nich. I ta ocalała nie pamięta, co się wydarzyło...
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest proste: Judyta to ta „dobra”. Ułożona, bardzo religijna, pomocna, zawsze gotowa, by nieść wsparcie innym. Martyna, jej przeciwieństwo, ostra, buntownicza, bezczelna.
W naturalny sposób zaczynamy więc sympatyzować z Judytą. Bo przecież lubimy ludzi, którzy są „dobrzy”, prawda?
A jednak, Michał Paweł Urbaniak bardzo szybko podważa nasze przekonania. Z każdym rozdziałem odsłania kolejną warstwę swoich bohaterek. Pokazuje, że pod pozorną dobrocią potrafi kryć się chłód, wyrachowanie i fałsz. A ci, którzy wydają się trudni i niedelikatni, bywają po prostu bardziej autentyczni.
To właśnie w tej nieoczywistości tkwi siła książki. Autor nie moralizuje, nie mówi, komu mamy współczuć, a kogo potępiać. Daje nam przestrzeń do własnego osądu. Może właśnie dlatego Dobra dziewczyna zostaje w głowie na długo po przeczytaniu.
Tempo akcji jest spokojne, niemal hipnotyczne. To nie thriller, który pędzi, jest to raczej cicha, spokojna opowieść o tym, jak bardzo potrafimy się mylić w ocenach innych ludzi.
Urbaniak nie potrzebuje fajerwerków, żeby budować napięcie. Robi to szeptem: poprzez słowa, spojrzenia, drobne gesty, milczenie.
Nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi. Każda z bohaterek nosi w sobie coś, co kusi i coś, co przeraża. Tytułowe pytanie pozostaje więc otwarte: która z nich tak naprawdę była tą dobrą?
Gooooooooooooooooooooooooolllll!!!! Cały stadion wiwatuje i skanduje Twoje imię. Jakie to wspaniałe uczucie, gdy Twoja drużyna właśnie z...