Książek o toczącej się na Ukrainie wojnie powstało już naprawdę sporo. Jedne skupiają się na wydarzeniach historycznych, inne na samej linii frontu, działaniach wojennych i politycznych pertraktacjach. Są też takie, które próbują dać szerokie, wielowarstwowe spojrzenie na relacje dwóch państw - Ukrainy i Rosji. Do tej ostatniej grupy zdecydowanie należy „Wojna i kara” Michaiła Zygara.
Autor, rosyjski dziennikarz opozycyjny, miał dostęp do wielu polityków, pisarzy, dziennikarzy, prezydentów, zarówno tych o poglądach prawicowych, jak i lewicowych. Dzięki temu jego opowieść jest niezwykle bogata i różnorodna.
„Wojna i kara” obejmuje kilka wieków relacji rosyjsko-ukraińskich. Zygar prowadzi nas od XVII wieku, zaczynając swoją narrację około roku 1640. Opisuje mity tworzone na polityczne zamówienie władców, pokazuje, jak przez kolejne stulecia budowano fałszywe narracje, a prawdę naginano tak, by pasowała do interesów rządzących. Jak nie raz przepisywano historię, jakby tworzyli fikcję literacką.
Cenne jest to, że autor nie ogranicza się jedynie do polityki. Wplata w opowieść ważne wydarzenia historyczne, opowiada o przełomowych odkryciach i wynalazkach, a także pokazuje, jak sytuacja polityczna wpływała na literaturę i kulturę każdej epoki. Ta szeroka perspektywa sprawia, że książkę czyta się jak wielowymiarową mapę Wschodu, pełną zależności, tropów i powiązań.
Zygar w swojej narracji stara się nie być stronniczy. Jego styl sprawia wrażenie, jakby podawał wyłącznie fakty, bez emocjonalnego komentarza. A jednak w trakcie lektury niejednokrotnie przemknęła mi przez głowę pewna myśl: skoro rosyjscy pisarze i dziennikarze potrafili tak skutecznie manipulować historią przez całe stulecia, to czy możemy całkowicie zaufać temu, co napisał, jakkolwiek by nie było, rosyjski dziennikarz?
I to jest pytanie, które zostało ze mną długo po zamknięciu książki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz