Dwie kuzynki, Judyta i Martyna, jadą na imprezę, z której powraca tylko jedna z nich. I ta ocalała nie pamięta, co się wydarzyło...
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest proste: Judyta to ta „dobra”. Ułożona, bardzo religijna, pomocna, zawsze gotowa, by nieść wsparcie innym. Martyna, jej przeciwieństwo, ostra, buntownicza, bezczelna.
W naturalny sposób zaczynamy więc sympatyzować z Judytą. Bo przecież lubimy ludzi, którzy są „dobrzy”, prawda?
A jednak, Michał Paweł Urbaniak bardzo szybko podważa nasze przekonania. Z każdym rozdziałem odsłania kolejną warstwę swoich bohaterek. Pokazuje, że pod pozorną dobrocią potrafi kryć się chłód, wyrachowanie i fałsz. A ci, którzy wydają się trudni i niedelikatni, bywają po prostu bardziej autentyczni.
To właśnie w tej nieoczywistości tkwi siła książki. Autor nie moralizuje, nie mówi, komu mamy współczuć, a kogo potępiać. Daje nam przestrzeń do własnego osądu. Może właśnie dlatego Dobra dziewczyna zostaje w głowie na długo po przeczytaniu.
Tempo akcji jest spokojne, niemal hipnotyczne. To nie thriller, który pędzi, jest to raczej cicha, spokojna opowieść o tym, jak bardzo potrafimy się mylić w ocenach innych ludzi.
Urbaniak nie potrzebuje fajerwerków, żeby budować napięcie. Robi to szeptem: poprzez słowa, spojrzenia, drobne gesty, milczenie.
Nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi. Każda z bohaterek nosi w sobie coś, co kusi i coś, co przeraża. Tytułowe pytanie pozostaje więc otwarte: która z nich tak naprawdę była tą dobrą?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz