piątek, 28 listopada 2025

Agatha Christie w innym wydaniu

 

Agatha Christie jest znana czytelnikom przede wszystkim jako królowa klasycznych powieści detektywistycznych. Przez lata wiernie trzymała się zasad, które obowiązywały członków słynnego Detective Club - elitarnego grona pisarzy tworzących klasyczne „czyste” kryminały. Reguły były jasne: żadnych zjawisk nadprzyrodzonych; żadnych duchów ani mistycyzmu; żadnych przypadkowych morderców znikąd. Zagadka musiała być uczciwa: cała prawda ukryta jest w poszlakach, a czytelnik, jeśli tylko uważnie śledzi akcję, ma szansę rozwiązać ją razem z detektywem. Dla tych autorów powieść kryminalna była niczym matematyczna łamigłówka: precyzyjna, logiczna, skonstruowana tak, by prowadzić czytelnika krok po kroku do rozwiązania.
Christie mistrzowsko przestrzegała tych reguł przez większość swojej twórczości. Ale miała też w sobie nutę buntu. I w pewnym momencie postanowiła wyjść poza sztywne ramy gatunku, pokazując, że potrafi stworzyć coś zupełnie innego, bardziej niepokojącego, zawieszonego między logiką a tajemnicą.

Zbiór „Śmierć przychodzi jesienią” to właśnie ta druga, mniej znana twarz Agathy Christie. To opowiadania, w których rozwiązanie nie zawsze jest oczywiste, a wydarzenia niejednokrotnie wymykają się czystej logice. Pojawia się tu atmosfera niepokoju, subtelna groza, delikatne mrugnięcie w stronę świata zjawisk, których nie da się jednoznacznie wyjaśnić. To Christie inna, niż w jej klasycznych opowieściach, bardziej mroczna, wprowadzająca elementy grozy; czasami narracja ociera się o mistykę - i właśnie dlatego tak fascynująca.

Ten zbiór warto przeczytać, nawet jeśli na co dzień najbardziej lubimy klasyczne zagadki z Poirotem czy panną Marple w roli głównej. „Śmierć przychodzi jesienią” pozwala zobaczyć autorkę z zupełnie innej strony - odważniejszą, eksperymentującą i rzucającą wyzwanie całemu Złotemu Wiekowi Detektywów. 

Polecam serdecznie każdemu, kto chce odkryć dla siebie "inną" Christie.

środa, 26 listopada 2025

Gdybyś mógł zmienić bieg historii — o „Węźle czasu” Remigiusza Mroza

Motyw podróży w czasie pojawiał się w literaturze niezliczoną ilość razy, ale wciąż ma w sobie coś, co potrafi nas zahipnotyzować. Remigiusz Mróz udowadnia, że nawet temat dobrze znany można przedstawić świeżo, intrygująco i w sposób, który każe na moment zatrzymać się nad własną rzeczywistością.

Wyobraź sobie, że odzyskujesz świadomość i… niby jesteś tam, gdzie ją straciłeś, ale miejsce nie wygląda tak samo. Ludzie inaczej ubrani, inne przedmioty, inna atmosfera. Po krótkim czasie odkrywasz szokującą prawdę, zamiast roku 2025 jest 1931. Nie pamiętasz wszystkiego, ale wiesz jedno - jesteś z przyszłości. A w torebce masz telefon, który jakoś trzeba naładować… co w latach trzydziestych brzmi jak wyzwanie godne samego Einsteina.

„Węzeł czasu” wciąga nie tylko pomysłem. To historia, która skłania do zadawania pytań, które większość z nas choć raz miała w głowie. Co by było, gdyby Hitler zmarł przed dojściem do władzy? Czy doszłoby wtedy do II wojny światowej? A gdyby Związek Radziecki nigdy się nie rozpadł? Jak by wyglądało nasze życie, gdyby Polska wciąż była komunistyczna? W powieści pojawia się również sporo moralnych dylematów. Gdybyśmy mieli możliwość przenieść się do przeszłości, to czy mamy prawo ingerować w historię? Czy nasza wiedza o przyszłości czyni nas odpowiedzialnymi za świat? A jeżeli coś zmienimy, to tym samym ratujemy ludzi czy zaburzamy porządek, którego nie rozumiemy?

Zabawa alternatywnymi wersjami historii zawsze działa na wyobraźnię, a Mróz wykorzystuje to, by pokazać, jak delikatną siecią powiązań jest nasza rzeczywistość. Jedno wydarzenie wpływa na kolejne, mały gest potrafi zmienić bieg dziejów, a przypadek czasem wcale nie jest przypadkiem. Książka zostawia też z intrygującą myślą: a może historia nie jest liniowa? Może istnieje wiele równoległych wariantów rzeczywistości, które splatają się ze sobą w nieoczekiwany sposób?

W moim odczuciu Mróz świetnie oddaje zagubienie bohaterki. Jej niepewność, jej przerażenie, ale też fascynację nowym-starym światem. W pewnym momencie zaczęłam jej naprawdę współczuć. Nie wiedziała, komu ma ufać, komu wierzyć, a komu dać się omamić. Każdy wybór wydaje się albo zagrożeniem, albo szansą. Tylko skąd wziąć pewność, co jest czym?

Nie mogę nie wspomnieć o audiobooku, bo to absolutnie osobne doświadczenie. Superprodukcja z muzyką, efektami dźwiękowymi i aktorską interpretacją sprawia, że odbiór tej historii jest absolutnie filmowy. Słuchając, miałam wrażenie, że siedzę w kinie; dźwięki otoczenia, napięcie budowane muzyką, emocje zamknięte w tonach głosu. Coś pięknego!

„Węzeł czasu” to powieść, która nie jest tylko zabawą konwencją science fiction. To historia o wyborach, odpowiedzialności, pokusie zmiany biegu zdarzeń i konsekwencjach, które zawsze, absolutnie zawsze, gdzieś na nas czekają. Polecam serdecznie, zarówno w wersji papierowej, jak i w genialnej formie audio. Jeśli lubicie historie, które pozwalają zastanowić się nad losem, czasem i alternatywnymi ścieżkami życia, to jest lektura dla Was.


 

sobota, 22 listopada 2025

Kiedy historia staje się narzędziem władzy

 

Książek o toczącej się na Ukrainie wojnie powstało już naprawdę sporo. Jedne skupiają się na wydarzeniach historycznych, inne na samej linii frontu, działaniach wojennych i politycznych pertraktacjach. Są też takie, które próbują dać szerokie, wielowarstwowe spojrzenie na relacje dwóch państw - Ukrainy i Rosji. Do tej ostatniej grupy zdecydowanie należy „Wojna i kara” Michaiła Zygara.
Autor, rosyjski dziennikarz opozycyjny, miał dostęp do wielu polityków, pisarzy, dziennikarzy, prezydentów, zarówno tych o poglądach prawicowych, jak i lewicowych. Dzięki temu jego opowieść jest niezwykle bogata i różnorodna.

„Wojna i kara” obejmuje kilka wieków relacji rosyjsko-ukraińskich. Zygar prowadzi nas od XVII wieku, zaczynając swoją narrację około roku 1640. Opisuje mity tworzone na polityczne zamówienie władców, pokazuje, jak przez kolejne stulecia budowano fałszywe narracje, a prawdę naginano tak, by pasowała do interesów rządzących. Jak nie raz przepisywano historię, jakby tworzyli fikcję literacką.
Cenne jest to, że autor nie ogranicza się jedynie do polityki. Wplata w opowieść ważne wydarzenia historyczne, opowiada o przełomowych odkryciach i wynalazkach, a także pokazuje, jak sytuacja polityczna wpływała na literaturę i kulturę każdej epoki. Ta szeroka perspektywa sprawia, że książkę czyta się jak wielowymiarową mapę Wschodu, pełną zależności, tropów i powiązań.

Zygar w swojej narracji stara się nie być stronniczy. Jego styl sprawia wrażenie, jakby podawał wyłącznie fakty, bez emocjonalnego komentarza. A jednak w trakcie lektury niejednokrotnie przemknęła mi przez głowę pewna myśl: skoro rosyjscy pisarze i dziennikarze potrafili tak skutecznie manipulować historią przez całe stulecia, to czy możemy całkowicie zaufać temu, co napisał, jakkolwiek by nie było, rosyjski dziennikarz?
I to jest pytanie, które zostało ze mną długo po zamknięciu książki.


wtorek, 18 listopada 2025

Naukowiec, geniusz, biznesmen czy showmen?

 

„Pycha absolutna” nie jest klasyczną biografią, którą prowadzi się od dzieciństwa, przez młodość, aż po współczesność. To raczej historia budowania kariery, opowieść o człowieku, który pcha świat do przodu z siłą, którą można nazwać zarówno wizją, jak i obsesją.

Książka daje bardzo ciekawy wgląd w kulisy jego firm (PayPala, Tesli, SpaceX czy Neuralinka) i pokazuje, jak Musk potrafi zmieniać branże, w które wchodzi. Ale nie jest to portret psychologiczny, nie odsłania wnętrza bohatera, bardziej obserwujemy mechanikę sukcesu, niż człowieka stojącego za nim.

Autor nie kreuje Muska na geniusza ani na tyrana. Raczej pokazuje, że obie te prawdy mogą istnieć równocześnie. Że można być wizjonerem i jednocześnie człowiekiem, który dla własnych celów potrafi pójść po trupach. Że można mieć wielkie marzenia, ale też ogromne ego. I że nowoczesność, którą Musk reprezentuje, bywa fascynująca i  ... przerażająca.

To, co mnie w tej książce najbardziej zainteresowało, to sposób, w jaki autor opisuje napięcie między Muskową chęcią „ratowania ludzkości” a jego niezdolnością do zwykłych, ludzkich relacji. W wielu miejscach miałam wrażenie, że to książka nie tyle o Muskowym sukcesie, co o cenie, jaką płaci człowiek, który nie ma hamulców ani w sobie, ani wokół siebie.
 Nie jest to lektura emocjonalna, ale zdecydowanie otwierająca oczy. Nie idealizuje, nie demonizuje, daje czytelnikowi materiał do własnego osądu.
Dla mnie to raczej książka o zderzeniu marzeń z rzeczywistością, o tym, jak wygląda świat w rękach osób, dla których słowo „niemożliwe” nie istnieje. I o tym, jak cienka jest granica między determinacją a pychą.

Polecam tym, którzy chcą zrozumieć Fenomen Muska, ale nie przez pryzmat jego życia prywatnego, tylko przez pryzmat idei, ambicji i biznesowej furii, która pcha go do przodu.

niedziela, 16 listopada 2025

Kiedy teraźniejszość wygląda jak przeszłość — Wschód według Stasiuka

 

Książka Andrzeja Stasiuka „Wschód” została wydana w 2014 roku. Utwór reprezentuje gatunek literatury podróżniczej, eseistycznej. Zawiera też cechy pamiętnika. Autor opisuje swoją podróż po Wschodniej Polsce, po Ukrainie, Rosji, Azji, Mongolii i wreszcie Syberii. Podróż odbywa się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Jest to książka o dzieciństwie, o młodości. Wspomnienia z przeszłości przeplatają się ze współczesnością. Ogólnie pojęty Wschód występuje tutaj zarówno jako temat geograficzny, kulturowy, jak i historyczny.

            Powieść  Stasiuka prawie nie zawiera dialogów, za to znajdziemy w niej dużo opisów niewielkich miast, natury, ludzi czy np. sklepów. Wraz z autorem pospacerujemy uliczkami, przeczytamy o jego wizytach u dziadków, o przyjaźniach, o pierwszych samodzielnych wyprawach, o kolejkach do sklepów. I wszystko to rozgrywa się w czasach panującego wtenczas jeszcze ustroju komunistycznego. 

 Ale nawet świat współczesnego Wschodu w książce Andrzeja Stasiuka wciąż pozostaje jakby szary, przykurzony - taki, jaki znamy z czasów minionej epoki. I w takich chwilach, znajdując się w takiej scenerii, zaprawdę trudno zaufać autorowi, że ukazuje nam współczesną rzeczywistość. Można raczej zaryzykować stwierdzenie, że Wschód Stasiuka nie jest realny, lecz ten, który pozostał w jego wspomnieniach.

Książka świetnie pokazuje jaki wpływ miała (i ma) polityka Rosji na inne państwa byłego Związku Radzieckiego, jak się zmieniły państwa azjatyckie.

            Możemy zadać pytanie, dla kogo przeznaczona jest ta lektura? Ze względu na opisywane w niej okoliczności skierowana jest ona raczej do czytelników w starszym wieku, ponieważ dla nich będzie wspomnieniem z czasów młodości, powrotem, reminiscencją tego, co sami kiedyś przeżyli. Natomiast przedstawiciele młodszego pokolenia widzieliby opisywane kraje już z innej perspektywy.

Andrzej Stasiuk jawi się nam jako jeden z ostatnich pisarzy podejmujących kwestię dawnego radzieckiego Wschodu.


środa, 12 listopada 2025

Love + 1cm – o miłości, która mieści się w drobiazgach

 


Przychodzę dziś z bardzo miłą, kojącą książką o miłości. Taką, która jest jak ciepły, przytulny pled. Pełną harmonii, spokoju i refleksji. Nie jest to powieść fabularna, lecz zbiór krótkich tekstów, czasem wierszy, o relacjach między kobietą a mężczyzną. Najbardziej przypadnie do gustu tym, którzy już spotkali swoją prawdziwą miłość i wiedzą, jaka ona jest. Wiedzą, że miłość to nie zawsze kolorowy sen na różowych chmurkach, że czasem to burza z piorunami i gradem. Bo miłość nie jest słodka i spektakularna jak w filmach romantycznych. Miłość tkwi w codzienności: w zaufaniu, drobnych gestach, pojedynczych słowach i przelotnych spojrzeniach.

Autorka właśnie to chce nam przekazać: że te tytułowe „1 cm” to drobiazgi, z których składa się ogrom uczucia. Krok po kroku prowadzi nas przez różne etapy miłości: od pierwszego spotkania i narodzin uczucia, przez spokój i burze, aż po rozstania i powroty. Nie powinniśmy szukać ideału, lecz nauczyć się rozpoznawać właściwego człowieka, tego, z którym razem stworzymy coś pięknego.
Bo miłość nie gwarantuje sielanki. Ale jeśli przyjdzie burza, to wcale nie oznacza końca.

W miłości doświadczamy wszystkiego - i dobrego, i trudnego. Ważne, by potrafić to uczucie pielęgnować, chronić i doceniać, w każdej chwili.

Wizualnie książka może wydawać się infantylna, pełna rysunków niczym w dziecięcej książeczce. Ale w środku kryje się prawdziwa głębia, mądrość życiowa i filozoficzne rozważania o uczuciach.

 Szczerze polecam wszystkim, którzy chcą na chwilę zatrzymać się w codziennym biegu i przypomnieć sobie, że miłość mieszka właśnie w tych małych „1 cm”.

sobota, 8 listopada 2025

"Przygody" diabła w raju

Dzisiaj chcę podzielić się wrażeniami po przeczytaniu serii o Kubie Sobańskim autorstwa Adriana Bednarka. Cykl liczy (na razie!) dziewięć tomów:

  • Pamiętnik diabła
  • Proces diabła
  • Spowiedź diabła
  • Wyrok diabła
  • Piętno diabła
  • Rywal diabła
  • Pokusa diabła
  • Śledztwo diabła
  • Wybór diabła

 Przeczytałam wszystkie dziewięć tomów. Tak, wszystkie. I choć zaczynało się całkiem dobrze, intrygująco, z pomysłem i mocnym wejściem, to mniej więcej od czwartego tomu miałam wrażenie, że autor trochę za bardzo polubił swojego bohatera.

Fabuła, która początkowo zaskakiwała, z czasem zaczyna się powtarzać. Zbrodnie są coraz bardziej efektowne, ale emocjonalnie coraz mniej angażujące. To trochę tak, jakbyśmy wciąż oglądali ten sam film, tylko w nowej scenerii.
Czyta się szybko, to fakt. Bednarek ma lekkie pióro, potrafi utrzymać tempo i stworzyć napięcie. Ale po kilku tomach trudno oprzeć się wrażeniu, że to literatura typowo rozrywkowa, nie wymagająca, nie pozostawiająca po sobie refleksji.

Nie ma tu większej głębi psychologicznej ani emocjonalnej, raczej gra pozorów i szukanie coraz mocniejszych efektów. Jeśli ktoś szuka czystej adrenaliny i chce po prostu oderwać się od rzeczywistości, to książki idealne na wieczór z herbatą (albo czymś mocniejszym). Ale jeśli oczekujecie, że literatura pokaże coś o człowieku, o winie, karze, o cienkiej granicy między ofiarą a oprawcą, to lepiej nie nastawiać się na cud.

Nie żałuję, że przeczytałam całą serię. Czasem warto zobaczyć, dokąd autor nas zaprowadzi. Ale po każdym przeczytanym tomie miałam wrażenie, że ten „diabeł” już powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. A potem jeszcze raz. I jeszcze raz.

czwartek, 6 listopada 2025

"Dobro ma swoją cenę, a prawda jest pułapką"

 

     Dwie kuzynki, Judyta i Martyna, jadą na imprezę, z której powraca tylko jedna z nich. I ta ocalała nie pamięta, co się wydarzyło...

   Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest proste: Judyta to ta „dobra”. Ułożona, bardzo religijna, pomocna, zawsze gotowa, by nieść wsparcie innym. Martyna, jej przeciwieństwo, ostra, buntownicza, bezczelna.
  W naturalny sposób zaczynamy więc sympatyzować z Judytą. Bo przecież lubimy ludzi, którzy są „dobrzy”, prawda?

A jednak, Michał Paweł Urbaniak bardzo szybko podważa nasze przekonania. Z każdym rozdziałem odsłania kolejną warstwę swoich bohaterek. Pokazuje, że pod pozorną dobrocią potrafi kryć się chłód, wyrachowanie i fałsz. A ci, którzy wydają się trudni i niedelikatni, bywają po prostu bardziej autentyczni.

To właśnie w tej nieoczywistości tkwi siła książki. Autor nie moralizuje, nie mówi, komu mamy współczuć, a kogo potępiać. Daje nam przestrzeń do własnego osądu. Może właśnie dlatego Dobra dziewczyna zostaje w głowie na długo po przeczytaniu.

Tempo akcji jest spokojne, niemal hipnotyczne. To nie thriller, który pędzi, jest to raczej cicha, spokojna opowieść o tym, jak bardzo potrafimy się mylić w ocenach innych ludzi.
Urbaniak nie potrzebuje fajerwerków, żeby budować napięcie. Robi to szeptem: poprzez słowa, spojrzenia, drobne gesty, milczenie.

Nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi. Każda z bohaterek nosi w sobie coś, co kusi i coś, co przeraża. Tytułowe pytanie pozostaje więc otwarte: która z nich tak naprawdę była tą dobrą?

środa, 5 listopada 2025

A oni wciąż milczą...

 

Mowa jest srebrem, a milczenie jest złotem.
    Wszyscy znamy to powiedzenie. Ale czy zawsze jest ono aksjomatem? Co z milczeniem ofiar przemocy domowej? A co powiemy o milczeniu nastolatków, którzy są zastraszani, krzywdzeni, ale boją się powiedzieć o tym rodzicom?
    „Bezsilna” Piotra Kościelnego daje nam obraz społeczeństwa Wschowy. Nieduże spokojne miasteczko, w którym zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Na stronach powieści spotkamy samotną matkę, która dowiaduje się, że zostało jej niewiele życia. Kobietę, której syn nie szanuje jej, znęca się, bije, a potem zło w nim tak potęguje, że zaczyna zagrażać wszystkim wkoło. Nastolatków, którzy nabroili, ale boją się przyznać do tego rodzicom, czym coraz bardziej pogrążają się w desperację.
    W przypadku wszystkich tych ludzi milczenie staje się ich przekleństwem. Nie uzyskują pomocy, milczą o swoich problemach, doprowadzają się do sytuacji bez wyjścia, a tym samym stają się bezsilni. Szczególnie ta bezsilność widoczna jest w postawie matki, której syn zostaje wcieleniem zła.
    Opowieść jest brutalna, miejscami bardzo trudna, ale warto zapoznać się z tą pozycją, by uświadomić sobie, do czego może doprowadzić milczenie o problemach.

Namibia: przez pustynie i busz

  Anna i Krzysztof Kobusowie zabierają czytelnika w fascynującą podróż po Namibii. Jest to kraj niezwykły, surowy i zachwycający jednocześni...